„Ostatnia żona” Jenny Blackhurst – thriller psychologiczny czy melodramat? Recenzja książki

ostatnia żona okładka

Jenny Blackhurst od lat balansuje między thrillerem psychologicznym a kryminałem, budując historie pełne manipulacji, sekretów i emocjonalnych rozgrywek. Sięgając po „Ostatnią żonę”, liczyłam na mocną psychologiczną grę i duszny klimat napięcia. Otrzymałam jednak historię, która momentami bardziej przypomina melodramat niż pełnokrwisty thriller.

ostatnia żona okładka

Thriller psychologiczny, wobec którego miałam duże oczekiwania

Nie przepuszczę żadnej książce wydawanej w serii thrillerów psychologicznych Albatrosa choć uczciwie przyznaję, że wraz z każdą kolejną lekturą moje wymagania wobec tego gatunku rosną coraz bardziej. Jenny Blackhurst od pewnego czasu lawiruje pomiędzy thrillerem psychologicznym a kryminałem, łącząc psychologiczne rozgrywki bohaterów z policyjnym śledztwem. Tym razem jednak ten balans nie w każdym fragmencie wypada przekonująco.

Luke i jego obsesje – bohater trudny do rozszyfrowania

Kobiety w życiu Luke’a – cenionego chirurga plastycznego – pojawiają się i znikają wymieniane niemal jak rękawiczki. Mężczyzna owładnięty własnymi obsesjami, które konsekwentnie realizuje, nie ogląda się na konsekwencje ani ludzi, których rani po drodze. Na drugim biegunie znajduje się Anna, jego druga żona, która podejmuje z nim niebezpieczną psychologiczną grę, próbując dotrzymać mu kroku. Ta relacja od początku podszyta jest napięciem i poczuciem, że wszystko zmierza ku tragedii.

Niebezpieczna gra między Anną a jej mężem

Gdy dochodzi do dramatycznych wydarzeń, sprawa wydaje się niemal oczywista – w końcu ktoś otwarcie przyznaje: „tak, to moja wina”. Mimo to prowadząca śledztwo policjantka wyczuwa, że pod powierzchnią kryje się coś więcej. I właśnie ten element niepewności okazuje się najmocniejszą stroną powieści.

ostatnia żona okładka

Najmocniejszy punkt powieści – psychologiczna gra bohaterów

Jenny Blackhurst ponownie zagląda w mroczne zakamarki ludzkiej psychiki, pokazując, jak obsesje, manipulacje i emocjonalne uzależnienia mogą prowadzić do tragedii. Historia prowadzona jest wielotorowo – czytelnik poznaje wydarzenia zarówno z perspektywy kobiet związanych z Lukiem, jak i ze strony śledczych. Zabieg ten początkowo buduje napięcie i pozwala spojrzeć na bohaterów z różnych stron. Dobrym posunięciem okazuje się również sama postać policjantki – wnikliwej, upartej i wzbudzającej autentyczne zainteresowanie.

Niestety im dalej w historię, tym bardziej zaczynają uwidaczniać się zgrzyty. 

Chaos, przestoje i nierówno rozłożone emocje

Pojawiają się przestoje, chaos narracyjny oraz emocje rozłożone w niewyważony sposób. Są momenty, które powinny wybrzmieć mocniej, ale giną w natłoku dramatycznych scen i relacyjnych przepychanek. Przy uważniejszym spojrzeniu widać też kilka niedopatrzeń fabularnych, które osłabiają wiarygodność całej historii.

Największym problemem okazuje się jednak to, że powieść momentami bardziej przypomina melodramat niż pełnokrwisty thriller psychologiczny. Zamiast dusznego napięcia i psychologicznej gry dostajemy historię opartą głównie na emocjonalnych relacjach bohaterów. 

Zakończenie ratujące całość, ale czy to wystarczy?

Owszem, zakończenie próbuje ratować całość kilkoma nieoczywistymi zwrotami akcji i trzeba przyznać, że potrafi zaskoczyć, ale w ogólnym rozrachunku to wciąż za mało, by uznać „Ostatnią żonę” za thriller naprawdę zapadający w pamięć.

To książka, którą czyta się szybko i z pewnym zainteresowaniem, ale niestety nie pozostawia po sobie większych emocji. A od thrillerów psychologicznych oczekuję dziś czegoś więcej niż tylko poprawnie poprowadzonej historii.

„Ostatnia żona”

Jenny Blackhurst

Wydawnictwo Albatros

Tutaj kilka słów o innej książce autorki: Jenny Blackhurst „Nie ma dymu bez morderstwa” – zawiłe relacje rodzinne i mordercza tajemnica – Książka w pigułce

Jedna odpowiedź

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *